środa, 3 lutego 2016

Rozdział 9 :)

*Perspektywa narratora*

W tym samym czasie nieświadomy niczego Mario spokojnie pakował zakupy do bagażnika. Chciał udać się jeszcze do drogerii żeby kupić swojej żonie jakiś kosmetyk jednak dziwne przeczucie nie dało mu oderwać myśli od domu. Czy coś się tam stało? Miał nadzieję, że nie i to tylko nic nie znaczące głupie myśli. Jednak mimo wszystko postanowił jak najszybciej wracać - ukochana teraz nie powinna być zbyt długo sama. Z piskiem opon ruszył spod sklepu. Im bliżej domu się znajdował tym gorszy czuł ucisk w żołądku. Zaparkował na podjeździe i zostawił zakupy w aucie. Stwierdził, że potem po nie wróci. Nucąc pod nosem znaną melodię wszedł na posesję. Zdziwił się, gdy okazało się, że drzwi nie były zamknięte na klucz. Lekko przerażony otworzył je i wszedł do korytarza. Jego oczom ukazała się ogromna kałuża krwi, a kawałek dalej leżała jego żona.
-Gośka! Co Ci jest? - szybko do niej podbiegł i wtedy zobaczył nóż głęboko wbity w brzuch. Również prawa ręka była przezeń przebita i leżała bezwładnie obok. Ze łzami w oczach zadzwonił po pogotowie, które przyjechało już po chwili.
-Skąd ten nóż  w jej brzuchu? - zapytał jeden z ratowników bandażując dłoń.
-Nie mam pojęcia, dopiero wróciłem z zakupów.
-Wie Pan, że musimy zgłosić sprawę na policję?
-Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Gdzie ją zabieracie?
-Może pan jechać z nami - powiedział kierowca karetki. 
-Dziękuje - załamany Mario szybko znalazł dokumenty Małgosi i wyszedł za ratownikami zamykając drzwi na klucz.

*Kilka godzin później*
*Mario.

Po przyjeździe do szpitala musiałem podpisać zgodę na operację i już od jakiś 6 godzin siedzę pod salą i czekam na jakiekolwiek informację, boję się o Nią, o moje maleństwo... Nie wiem to mógłby zrobić coś takiego, chociaż może i wiem tylko sam się oszukuje, że to nie ta osoba. Dlaczego nie chciała ze mną jechać na te cholerne zakupy? Gdyby nie była uparta nic by się nie stało. Nadal mógłbym siedzieć z nią w salonie czy sypialni, rozmawiać i śmiać się. Na pewno nie bylibyśmy teraz tutaj.
-Przepraszam... - poczułem na moim ramieniu czyjąś dłoń.
-Tak? - podniosłem głowę i ujrzałem policjantkę. Przetarłem dłonią łzy, które od jakiegoś czasu płynęły po moich policzkach.
-Aspirant Magdalena Krauze. Muszę zadać Panu kilka pytań.
-Słucham - zrezygnowany wbiłem wzrok w przeciwległą ścianę.
-Gdzie pan był gdy doszło do zdarzenia?
-W sklepie, żona wysłała mnie po zakupy.
-Ma pan podejrzenia kto mógł to zrobić?
-Tak. To mogła być moja była narzeczona Ann Katrin Broemmel.
-Dobrze, dziękuje. W taki razie skontaktujemy się z panem gdy tylko cokolwiek ustalimy. Proszę być dobrej myśli i dać znać gdy żona się wybudzi. Do widzenia!  - pożegnała się i poszła.
Postanowiłem zadzwonić do Lewego. Wiem, że on jest teraz zajęty czymś innym, ale powinien o tym wiedzieć. Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer przyjaciela.
-Cześć! Tu Klaudia, co tam ? - przywitała się radosnym głosem świeżo upieczona pani Lewandowska.
-Cześć. Jest Robert?
-Nieee nie ma w łazience siedzi. Stało się coś?
-Nic, tak tylko dzwonię - nie chciałem mówić o tym co się stało Klaudii.
-Nie kłam. Coś z Gosią, prawda? - wyczułem narastający niepokój w wypowiedzi dziewczyny.
-Tak. Ktoś jej wbił nóż w brzuch. Jesteśmy w szpitalu, czekam właśnie na jakiekolwiek informacje - powiedziałem jednym tchem.
-O mój Boże! - krzyknęła - Będziemy najpóźniej jutro. Informuj nas - rozłączyła się.
Nie pozostało mi nic innego jak czekać dalej. Coraz bardziej mnie to dobijało. Bezmyślnie ściskałem w rękach dawno już pusty kubek po kawie. Mijały kolejne sekundy, minuty i godziny, a nikt nie wychodził. Nagle drzwi uchyliły się. Moim oczom ukazał się chirurg, który był operatorem zabiegu.
-Pan Goetze? - zapytał zmęczonym głosem.
-Tak. Co z moją żoną i dzieckiem?
-Bardzo mi przykro....

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak wiem kochacie mnie :* pomęczę Was jeszcze trochę :)

poniedziałek, 1 lutego 2016

Rozdział 8 :)

`Są w życiu chwile, gdy wydaje się, że już gorzej być nie może...
Właśnie wtedy okazuje się, że jednak może..`

*Gosia.


Gdy obudziłam się około południa mojego męża nie było. Ubrałam się, poprawiłam makijaż i włosy i zeszłam na dół. Zastałam go przy stole razem z Robertem. Zawzięcie o czymś dyskutowali, a do mojego lekko jeszcze zaćmionego umysłu dolatywały tylko strzępki konwersacji. Zastanawiałam się kim jest ta "ona" i o czym "nie może się dowiedzieć, bo to by ją zabiło". 

-Cześć chłopaki! - postanowiłam przerwać wymianę zdań.
-Ciiiiszej.. - westchnął Lewy - Głowa mi pęka.
-Trzeba było więcej chlać - uśmiechnęłam się do niego i przywitałam z moim mężem.
-Ty masz szczęście, bo jesteś w ciąży i masz wolne od napojów procentowych - dodał napastnik Reprezentacji Polski.
-Haha może Ty też chcesz być w błogosławionym stanie? Jak w tym filmie ze Schwarzeneggerem. - zakpiłam.
-Ta już lecę. Wolę być jednak na kacu.
-To nie marudź. Macie tutaj magiczne proszki - wskazałam na niewielki stosik tabletek leżący na sąsiednim stole - i wodę. Ja sobie coś w tym czasie zjem - z uśmiechem na ustach ruszyłam w kierunku kuchni gdzie zadowolona pani Lewandowska wcinała kanapki z sałatą, pomidorem i serem.
-Oooo cześć piękniejsza połówko małżeństwa Goetze ! - przywitała mnie z entuzjazmem godnym osoby, która właśnie wygrała 10 milionów w totka - Przyłączysz się?
-Z chęcią - usiadłam na wysokim taborecie i wzięłam kanapkę.


Po kilku godzinach wraz z Mario lecieliśmy samolotem do Monachium. Zdążył już wytrzeźwieć, a z racji tego, że trochę źle się czułam nie zostaliśmy na poprawinach tylko zdecydowaliśmy wracać do domu. Lot przebiegał bardzo spokojnie. Mario słodko chrapał oparty na moim ranieniu, a ja czytałam książkę. Po godzinie znudziła mi się jednak i postanowiłam przejrzeć Facebooka. Nie było żadnych ciekawych postów, więc zablokowałam telefon i wpatrzyłam się w przestrzeń. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


*Kilka godzin później*

Po rozpakowaniu rzeczy, wstawieniu prania i obiedzie usiadłam na kanapie z kubkiem zielonej herbaty i włączyłam jakiś film przyrodniczy. Mario w tym czasie był na zakupach gdyż w naszej lodówce zostało już niewiele, a jak wiadomo nie powinnam teraz się 'stołować' na mieście. Po jakiejś półgodzinie usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiło mnie to, bo nie spodziewałam się gości, a wszyscy nasi znajomi byli obecnie w Polsce na poprawinach. Początkowo postanowiłam nie otwierać jednak przybysz był bardzo natarczywy.
-Chwila! Nie pali się! - krzyknęłam w końcu i lekko zdenerwowana podeszłam do drzwi. Otworzyłam je i moim oczom ukazała się Ann - Czego? - zapytałam bez ogródek.
-Tego - nagle w jej dłoni zalśniło srebrne, długie ostrze - Dobranoc - uśmiechnęła się.
-Nieee - krzyknęłam zasłaniając rękami brzuch. Nie mogłam dopuścić żeby moje Maleństwo ucierpiało.
-Za późno suko! Zamawiałaś bilet w jedną stronę na tamten świat?- wbiła mi nóż w brzuch i przekręciła. Upadłam na podłogę i po chwili straciłam przytomność. Zanim się to stało zobaczyłam tylko jak Ona wychodzi i z szyderczym uśmiechem trzaska drzwiami. Potem nastała ciemność...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć!
Wróciła stara Gośka, jej wena i miliony komplikacji. Możecie mnie zabić xD 
Do następnego :*

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Rozdział 7 :)

*Some time later*


*Ślub Klaudii i Roberta*


Dzisiaj nadszedł dzień, w którym Klaudia i Robert mieli powiedzieć sobie sakramentalne "tak". Od rana trwały przygotowania - zdenerwowana i pełna wątpliwości panna młoda chodziła po domu i sprawdzała czy wszystko jest okej i co chwilę dzwoniła do pani Iwony żeby się dowiedzieć czy z małym wszystko w porządku. Wreszcie po długich namowach dała się przekonać do obejrzenia filmu ,,Ojciec chrzestny" ( w sumie sama go wybrała) i potem zaczęła się ubierać. Miała piękną suknię - kupił ją Robert chcąc zrobić przyszłej żonie przyjemną, ale kosztowną niespodziankę.

2 godziny później siedzieliśmy w ławce i czekaliśmy na rozpoczęcie ceremonii. Było to w Polsce, ale czułam się tak jakbyśmy byli w Niemczech i to w dodatku na naszym ślubie. Do ołtarza pannę Weksler poprowadził mój tata, gdyż jej biologiczni rodzice zginęli w wypadku samochodowym już jakiś czas temu. Moje rozmyślania przerwało rozpoczęcie mszy.  Była bardzo uroczysta, a między tą parą czuć było kipiące emocje - wielką i bezgraniczną miłość, oczekiwanie na to aż wreszcie Bóg połączy ich na zawsze.
Po ceremonii i składaniu życzeń udaliśmy się do restauracji, w której miało odbywać się przyjęcie. Zajęliśmy wyznaczone miejsca i z podziwem oglądaliśmy pierwszy taniec młodej pary. Po wszystkim na parkiet mogły wejść inne pary i wtedy wesele rozpoczęło się na dobre.
-Kochanie wyglądasz zniewalająco - szepnął w pewnym momencie mój mąż.
-Dziękuję, starałam się - wtuliłam się mocniej w niego.
-A jak dzidziuś? Dobrze się czujesz - położył mi dłoń na brzuchu i spojrzał głęboko w oczy.
-Tak, tak, wszystko w najlepszym porządku.
-To dobrze. Chodź może na spacer skarbie? Tyle tu gości, że nikt nie zauważy naszego zniknięcia, a zaraz wrócimy - zaproponował.
-Okej, z miłą chęcią - mówiłam gdy zmierzaliśmy w kierunku wahadłowych drzwi. Na zewnątrz mój mąż narzucił mi na ramiona swoją marynarkę, bo zapomniałam z sali zabrać kurteczki.
-Słoneczko, mam coś dla Ciebie - zatrzymał się nagle w romantycznym miejscu na środku parku.
-Tak teraz?
-Mhm, poczekaj - sięgnął do kieszeni marynarki. Cały czas to niosłam i nie zorientowałam się nawet. W jego rękach zalśniło czerwone pudełeczko w kształcie serca - Skarbie, dokładnie dzisiaj mija 6 miesięcy od momentu zawarcia naszego małżeństwa. Wiedz, że bardzo Cię kocham i że żałuję wiesz czego i cieszę się, że będziemy mieli dziecko. Proszę przyjmij ten skromny prezent - podał mi opakowanie.
-O jaaaa... zawsze o taki marzyłam. Kocham Cię skarbie, jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało i przepraszam, że zupełnie zapomniałam o tym, że to już dzisiaj - przytuliłam się do niego i pocałowałam.
-Wybaczam, a teraz pozwól - wsunął mi na palec kolejny pierścionek


-Wracamy? - zapytałam po dłuższej chwili.
-Tak chodźmy, jest trochę zimno, jeszcze się przeziębisz.

Po półgodzinie weszliśmy z powrotem na salę weselną. Jedynymi osobami, które zauważyły, że nas nie ma byli państwo młodzi, ale szybko wyjaśniliśmy sytuację i wróciliśmy do zabawy. Nad ranem bardzo zmęczona, ale szczęśliwa ułożyłam się obok męża na hotelowym łóżku i bardzo szybko zasnęłam. Nie wiedziałam, że będzie to jeden z dni który zapamiętam na bardzo długo, może nawet na zawsze.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam :) Długo mnie tu nie było... bardzo długo... w sumie nie mam nic na swoje wytłumaczenie, I za to u góry też przepraszam - nie wiem  jak to wyszło, ale chyba jest kiepskie. No, ale chciałam dzisiaj coś dodać, a jest już 23:50 :)
Myślę, że następny post pojawi się szybciej.
Buziaki :*

P.S. Po prawej stronie pojawiło się pewne udoskonalenie z myślą o Was oczywiście i o tym żeby nie było tu niepotrzebnego spamu. Korzystajcie. ;)

piątek, 25 grudnia 2015

Wesołych Świąt ! :)

Kochani Czytelnicy! :)
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam dużo radości, samych szczęśliwych dni, znalezienia wielkiej miłości (chyba, że ktoś już ma drugą połówkę ^^), zdrowia, a przede wszystkim cierpliwości do oczekiwania na posty ode mnie..:) ♥♥♥♥
Autorka ♥

P.S. W tym roku rozdział raczej się już nie pojawi gdyż nie mam czasu na obmyślanie nowych postów ;/

poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 6 :)

*Matchday*



Rozmowy z chłopakami, kilka konferencji, nawał pracy związany z przygotowaniami aż w końcu nadszedł dzień meczu, najważniejszy dla każdego piłkarza - dziś bowiem miało się rozstrzygnąć kto zostanie Mistrzem Niemiec. W związku z tym od rana w domu panowała nerwowa atmosfera.

-Gdzie są moje nowe korki, które kupiłem specjalnie na ten mecz? - kolejny raz wszedł do kuchni i zakłócił moje starania związane z przygotowaniem pomeczowej kolacji.
-W sypialni w szafie stoi czarne pudełko, tam je znajdziesz - rzuciłam krojąc warzywa.
-Dziękuje.

Dokładnie trzy godziny później siedziałam w sektorze przeznaczonym dla rodzin piłkarzy. Chłopcy rozgrzewali się na boisku, już za chwile miało się rozpocząć spotkanie. W międzyczasie omawiałam z Klaudią jej ślub z Lewym, który miał odbyć się dokładnie za miesiąc. Obie nie mogłyśmy się tego doczekać. Naszą rozmowę przerwał hymn Niemiec.. Tak się zagadałyśmy, że nie zauważyłyśmy jak chłopcy weszli na boisko. Miło było zobaczyć Reusa, ale moje serce dziś było w Monachium i to za bawarski klub trzymałam kciuki.
Od samego początku gra była bardzo brutalna, faul gonił faul. Co chwilę ktoś zwijał się z bólu na murawie. Żółte kartki, czerwone kartki, 11.... sędziowie przechodzili samych siebie, ale mieli rację - musieli jakoś panować nad grą. W 30 minucie Lewandowski przejął piłkę od Auby, podał ją do Mario, a ten pewnie trafił w okienko! Przebiegł po boisku ciesząc się possał kciuk ogłaszając w ten sposób, że zostanie ojcem; następnie pokazał jeszcze serduszko w  moim kierunku. Uśmiechnęłam się tylko i pokręciłam głową - zdecydowanie mój mąż był wariatem. Cały mecz skończył się wynikiem 4:2 dla gospodarzy. (hat-trick Roberta i jedna bramka mojego męża.) Bayern cieszył się z kolejnego Mistrzostwa Niemiec, Borussia niestety przegrała. Było mi ich żal,szczególnie mojego taty, ale przecież ja nie miałam na to wpływu.
Wiedziałam, że impreza jest nieunikniona, więc zaraz po zakończeniu małego świętowania w szatni i niezliczonych wywiadów z dziennikarzami udaliśmy się do domu żeby zmienić ubrania i pojechać do jednego z klubów. Po godzinie ubrana w 


wyszłam wraz z mężem do klubu Millennium gdzie czekali na nas pozostali. Impreza trwała do samego rana. Jej efektem było to, że wszyscy mężczyźni zostali wyprowadzeni z lokalu przez swoje partnerki. Mario jeszcze w miarę kontaktował jednak chyba zapomniał na chwilę jak się chodzi. Nie dość, że byłam mega zmęczona to musiałam go ciągnąć do domu. Cieszyłam się, że to tylko jedna ulica dalej. Gdy znalazłam się w mieszkaniu zaprowadziłam Mario na kanapę i przykryłam kocem, a sama udałam się na górę. Nie zdejmując sukienki położyłam się na łóżku i po chwili zasnęłam.

-Kochanie... - usłyszałam cichy szept nad swoją głową.
-Ta? - wydusiłam nie otwierając oczu.
-Jest już 14, więc wstawaj. Zrobiłem obiad - pocałował mnie w policzek.
-Sekundę skarbie - zakryłam głowę kołdrą.
-Okej, czekam na dole - gdy zniknął za ścianą, wstałam i udałam się do łazienki. Zrzuciłam ubrania i weszłam pod prysznic. Po półgodzinie owinięta ręcznikiem wróciłam do sypialni, założyłam wygodniejsze rzeczy i dołączyłam do mojego męża.
-Długo kazałaś na siebie czekać - uśmiechnął się stawiając przede mną talerz z kanapkami i kubek ciepłej herbaty.
-Dziękuję, jesteś kochany - pocałowałam go i zabrałam się za posiłek.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Myślę, że się spodoba. :)
Do następnego ! :*

wtorek, 6 października 2015

Rozdział 5 :)

-Cieszę się, nawet nie wiesz jak... Tylko myślałem, że to już koniec i że nie wrócisz - dotknął dłonią mojego policzka jakby próbował się upewnić, że nie jestem tylko wymysłem jego wyobraźni. Skrzywiłam się lekko, bo szczerze mówiąc jeszcze nie byłam na coś takiego gotowa. Odsunęłam się od niego, chwyciłam walizkę i poszłam do pokoju gościnnego.
-Pogadamy jutro, dobranoc - rzuciłam zamykając  drzwi.

*Next day*

Obudziłam się o 10. Piłkarza już nie było, więc wywnioskowałam, że jest na treningu i wróci pewnie dopiero około 14. Ubrałam się



zjadłam śniadanie i zaczęłam ogarniać ten syf, bo gdyby ktoś przyszedł to aż wstyd pokazać taki dom. Po 2 godzinach mieszkanie lśniło czystością, a ja zabrałam się za przygotowanie obiadu dla siebie i męża. Postawiłam na ryż z warzywami na parze i ciasto marchewkowe na deser. Gdy wyjmowałam placek z piekarnika poczułam na swoich biodrach czyjeś ręce
-Witaj skarbie - Mario pocałował mnie w szyję, powodując ciarki na całym ciele.
-Cześć - uśmiechnęłam się - Idź umyj ręce, a ja nałożę w tym czasie jedzenie - odwróciłam się do niego i cmoknęłam w usta - no już biegusiem!

Po skończonym posiłku usiedliśmy na kanapie, bo chciałam żeby chociaż wyjaśnił mi całą tą sytuację z Ann.
-No więc... jak do tego doszło?- zaczęłam trudną rozmowę.
-Dobrze wiesz jak do takich rzeczy dochodzi... Serio nie chciałem  tego. Wiem, że co się stało to się nie odstanie. - spojrzał na mnie - Wybaczysz mi?
-Już wybaczyłam, bo bardzo Cię kocham, a poza tym jest z nami taka mała istotka, która mimo wszystko powinna mieć tatusia.
-A no tak - położył rękę na moim brzuchu - Jak się czujesz? Nie masz mdłości?
-Kocie to jeszcze za wcześnie chyba na takie wybryki. to dopiero początek, później będzie gorzej.
-Optymistka moja... - mruknął całując mnie w usta.

Po całym dniu słodkiego nicnierobienia nadszedł czas na powrót do pracy. Rano pojechałam na stadion razem z piłkarzem po czym udałam się do swojego biura. Przejrzałam wszystkie sprawozdania, powkładałam je do koszulek i odpowiednich segregatorów, a potem zrobiłam sobie mocną herbatę i usiadłam na kanapie. Zdjęłam szpilki i zaczęłam wyglądać przez okno podziwiając kolejny piękny dzień, a przy okazji trening chłopców.
-Można? - trener uchylił drzwi.
-Jasne - zerknęłam w jego kierunku i chciałam wstać.
-Siedź siedź, mnie to nie przeszkadza. Chciałem tylko powiedzieć, że bardzo się cieszę z Twojego powrotu, nareszcie ktoś to wszystko ogarnie.
-Przepraszam, że tak bez słowa wyjechałam. Pan pewnie wie o co chodzi...
-Tak, ale nie rozmawiajmy o tym. - uśmiechnął się - Gdybyś kiedykolwiek czegoś potrzebowała to możesz do mnie przyjść - powiedział i opuścił mój gabinet. Trochę mnie zdziwiło jego zachowanie, w końcu zawsze był niemiły i stanowczy, a tu taka zmiana. Podejrzewałam, że być może w jego życiu wydarzyło się coś nieoczekiwanego, być może złego....
-Kochanie wracamy do domu - Mario wyrwał mnie z zamyślenia. Potrząsnęłam głową i zabierając swoje rzeczy skierowałam się do wyjścia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jakiś taki bigos w tym rozdziale, albo to tylko moje odczucie. xD

SPRAWDZAM OBECNOŚĆ! JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ/PRZECZYTAŁAŚ ROZDZIAŁ ZOSTAW KOMENTARZ. (wystarczy nawet sam emotikon, chcę zobaczyć ile Was jest).

Buziaki i do następnego ! :)

środa, 9 września 2015

Rozdział 4 :)

                           !PRZECZYTAJ INFORMACJĘ POD ROZDZIAŁEM!

'Wystarczy sekunda żeby ktoś zmienił Twoje życie tak, że już nigdy nie będzie takie samo.
Jedna sekunda.'

*Następnego dnia*

Dziś postanowiłam udać się do mojego znajomego adwokata żeby dowiedzieć się jak mogę sformułować pozew rozwodowy. Tak, pozew. Mario nie odzywa się do mnie od jakiegoś tygodnia, więc to chyba koniec naszego małżeństwa. Nie będę go przecież trzymać przy sobie na siłę skoro nawet nie chce ze mną rozmawiać. Jeśli szanowny Pan chce być wolny to będzie, ale poniesie tego słone konsekwencje. Gdy wychodziłam z domu rozdzwonił się mój telefon, więc sięgnęłam do torebki i szybko go odebrałam, nawet nie patrząc kto się dobija o tak wczesnej porze.
-Małgorzata Goetze, słucham.
-Gośka, cześć z tej strony Marco. Masz dziś czas?
-Nie, idę do prawnika...
-Zgłupiałaś?! - krzyknął przerywając mi - Za 10 minut jestem u Ciebie. Wybiję Ci z głowy ten rozwód - rozłączył się, a ja zrezygnowana usiadłam na schodach przed domem. Jak powiedział tak też zrobił - chwilę później zastał mnie zapłakaną, z makijażem na bluzce, a nie twarzy.
-No i co mała? Co Ty chciałaś zrobić? - usiadł obok i mocno przytulił.
-Bo on.. jemu już nie zależy. Po co mam się męczyć? - spojrzałam na niego.
-On Cię kocha, rozumiesz? Odkąd wyjechałaś praktycznie nie trzeźwieje.
-Skąd wiesz?
-Mam kontakt z Robertem. Poza tym Ann wszystko wymyśliła, ona nie jest w ciąży. To prawda- przespał się z nią, ale...
-No właśnie...
-...ale każdy może mieć chwilę słabości. WYBACZ MU - powiedział akcentując dwa ostatnie słowa.
-Zobaczę - wstałam i weszłam do domu rzucając torebkę na szafkę - Wypijesz ze mną kawę? - rzuciłam przez ramię.
-Nie mogę. Pójdę już. Hej! - odwrócił się na pięcie i zniknął za rogiem. Wzdychając zamknęłam za sobą drzwi i poszłam do kuchni, gdzie zrobiłam sobie latte. Następnie udałam się do swojego pokoju i odpaliłam komputer. Cały internetowy świat wręcz huczał o naszym rozstaniu - nie wiedziałam, że aż tak będą nad tym ubolewać. Przeczytałam kilka artykułów, kolejny raz obejrzałam nasze zdjęcia... i powzięłam pewną decyzję. Zgasiłam urządzenie i zbiegając na dół zakomunikowałam
-Wracam do Monachium!

Po zamówieniu biletu spakowaniu walizek i pożegnaniu z rodzicami taksówką pojechałam na lotnisko. Jeszcze do końca nie byłam pewna czy wybaczę Mario, ale chciałam sprawdzić czy na serio jest tak jak powiedział Marco.. Pełna wątpliwości weszłam do odpowiedniego terminalu, by chwilę później usiąść wygodnie w samolocie. Zapięłam pasy, otuliłam się ciepłym kocem, który spakowałam to bagażu podręcznego i zasnęłam. Obudziłam się dopiero w Monachium. Na tamtejszym lotnisku czekał na mnie Robert ze swoją narzeczoną Klaudią.
-Witam Lewandowskich - uśmiechnęłam się promiennie na ich widok i przytuliłam na przywitanie.
-Cześć młoda - powiedzieli niemal równocześnie. - Tęskniłam za Tobą - dodała szatynka.
-Ja za Tobą też, w ogóle nawet za swoją pracą i za chłopakami z drużyny - wsiadłam do auta - I za Nim...- powiedziałam nieco ciszej.
-Słyszałem! - Lewy 'puścił' do mnie oczko.

-Jesteś pewna, że chcesz tam iść? Może śpij dziś u nas, a jutro na spokojnie tu wrócisz - zaproponowała przyszła żona Roberta.
-Daj spokój. to w końcu mój dom. Dam sobie radę - pożegnałam się z nimi i poczekałam aż odjadą. Dopiero wtedy spojrzałam na mieszkanie - w żadnym  z okien nie paliło się światło, więc albo gdzieś wyszedł albo spał, bo było już stosunkowo późno. Otworzyłam drzwi swoim kluczem i zapaliłam światło w korytarzu. Po zdjęciu płaszcza przeszłam do salonu, gdzie na podłodze walały się brudne koszulki, naczynia itp.. Spojrzałam na to i aż złapałam się za głowę ile będę mieć sprzątania... Nawet nie wiedziałam, że w miesiąc można doprowadzić dom do takiego stanu - normalnie brud, smród i ubóstwo... 
-Kochanie... - usłyszałam i poczułam dłoń na swoim ramieniu. Tak mnie wystraszył, że aż podskoczyłam do góry - Co Ty tu robisz?
-Jak widzisz wróciłam - odwróciłam się w jego stronę - Nie cieszysz się?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siema! :) Jak się podoba? Pisałam ten rozdział chyba z tydzień, 10 razy go edytowałam, bo nie mogłam się zdecydować, ale w końcu jest...

Informacja!
Nr 1) Jeśli chcecie być na bieżąco informowani o nowych rozdziałach zapraszam na moją stronę na Facebooku:

KLIK!
Nr 2) Posty będą prawdopodobnie dodawane tylko raz w miesiącu. Jeśli będę mieć więcej czasu to 2 razy w danym miesiącu, ale to jeszcze się okaże jak to zwykle u mnie bywa :)
Pozdrawiam :)

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 3 :)

,,Choć jesteś ze mną wcale nie znaczy że przy mnie..''


*Kilka dni później*
*Gosia*


,,Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem kto Cię przysłał.. Kto kazał Ci się spotkać ze mną? To chyba nie był człowiek, bo Ty jesteś przecież moim Aniołem.. choć nie masz aureoli czy białej szaty to nim jesteś.. Nie marnujesz słów na to, aby powiedzieć mi co aktualnie czujesz i jakie błędy popełniasz. Chciałabym móc czytać w Twoich myślach, bardzo żałuję, że nie wypowiesz ich na głos. Może wówczas ostrzegłbyś mnie co mam robić i jak się zachować. Może nie pozwoliłbyś mi zakochać się w Tobie.. Jesteś zagadką, nie potrafię Cię rozszyfrować.. Coraz częściej zastanawiam się jak wygląda Twoja prawdziwa twarz. Cały czas przywdziewasz coraz to inne maski pasujące do aktualnej sytuacji. Mógłbyś ją zdjąć chociaż na krótką chwilę? Jestem ciekawa co wtedy zobaczyłabym w Twoich oczach... Może smutek, żal, tęsknotę za czymś co minęło...może miłość? Kiedy zastanawiam się nad tym kolejny raz każda moja myśl wypełniona jest bezgranicznym lękiem. Wcześniej bałam się dojrzeć w nich prawdę, ale teraz pragnę tego najbardziej na świecie. Ja jestem dużo silniejsza, a Ty? Powiedz mi czego się boisz? Przecież jesteś Aniołem, więc nie możesz się lękać. Czy ten kto Cię przysłał kazał Ci mnie zranić? Wiesz... zastanawiałam się czy masz serce, ale teraz wiem, że oczywiście je masz, bo w inny sposób nie nauczyłbyś mnie tego, co teraz potrafię..Dostrzegam rzeczy, o których wcześniej nawet nie miałam pojęcia. Każde wypowiedziane przez Ciebie słowo jest dwuznaczne, więc zawsze dajesz mi wiele do myślenia. Gdy tylko zerkniesz w moje oczy czuję dreszcze, które momentalnie wypełniają całe moje ciało - od palców u stóp aż po sam czubek głowy. Pewnie powiesz, że nie wiesz dlaczego tak się dzieje... Ja wiem, ale nie umiem tego opisać zwykłymi słowami..Wiesz, że coraz częściej wydaje mi się jakbyś znał każdą moją myśl? Moje i Twoje marzenia stają się jednością.. jednak nie są możliwe do spełnienia i bardzo od Nas odległe.. Więc czemu zawsze mówisz, że nie jestem dla Ciebie jak otwarta księga? To kolejne kłamstwo? Jak to możliwe, że pod wpływem każdego Twojego spojrzenia czuję przyjemne mrowienie wypełniające każdą kończynę mojego ciała? Choć staram się nie okazywać wzruszenia jakie wywołujesz jest to bardzo trudne. ...
Co z tego, że nauczyłeś mnie patrzeć skoro sam tego nie umiesz? Wiem, że zaprzeczysz - to Twoja standardowa reakcja na każde oskarżenie o cokolwiek. Zauważyłeś może w jaki sposób spoglądam w Twoje oczy? Uczę się na pamięć rysów Twojej twarzy, analizuję każdą  zmarszczkę. Uzależniłam się od zapachu Twoich perfum, wyczuwam je na odległość nawet u innych mężczyzn chociaż aż tak już na mnie nie działają. Nie pytaj mnie w jakim celu to piszę, bo nie udzielę Ci odpowiedzi..Milcząco będę wpatrywać się w Twoją twarz i  nie odwrócę wzroku, bo będę czekać aż sam to zrobisz. A Ty nie odwrócisz się tylko będziesz starał się znaleźć odpowiedź przeczesując badawczym spojrzeniem mój umysł. Nawał bezgranicznych niedopowiedzeń przejmuje władzę nad moim umysłem. Nie mogę przez to trzeźwo myśleć co często doprowadza mnie do nierozwiązywania spraw, popełniania coraz to nowych błędów. Czy przelewając na papier moje myśli i uczucia zrozumiem Twoją osobowość? Dowiem się o co tak na prawdę chodzi? Nie wiem, bo jesteś zbyt tajemniczy, by posługiwać się tak błahymi, prostymi słowami.
Piszę to tylko do Ciebie i obiecuję, że nikt nie będzie tego nigdy czytał. Przecież to nasza bajka - moja i Twoja historia. Może nigdy nie ujrzysz tych zdań, bo gdyby tak się stało chyba nie spojrzałabym Ci w oczy. Czekałabym na Twój ruch. Jestem ciekawa co byś zrobił stojąc z tą kartką w dłoni naprzeciw mnie.. Czy odszedłbyś rzucając mi zeszyt pod stopy i nigdy nie wrócił? Wtedy mój wszechświat przestałby istnieć; odszedłby ode mnie Anioł, który był ze mną, ale nie przy mnie. Anioł który nauczył mnie trudnej sztuki miłości...''
-Gosia! Chodź, za 15 minut musimy być na stadionie! - aż podskoczyłam do góry słysząc głos taty. Szybko wrzuciłam kartkę do szuflady w biurku i weszłam do garderoby. Znalazłam odpowiednie ubranie na dziś


poprawiłam makijaż i zbiegłam na dół. - No nareszcie wołam i wołam. Co Ty tam robisz? - zapytał otwierając mi drzwi.
-A pisałam z koleżanką - szybko skłamałam, bo przecież nikt nie może się dowiedzieć o tym co naprawdę tam robiłam Ta kartka to moja tajemnica, nawet Mario jej nigdy nie ujrzy. - Ile przeważnie trwa wasz trening? - zmieniłam temat.
-Około 2 godzin, czasami dłużej.

Gdy weszłam na murawę poczułam się lepiej niż w domu. Ta atmosfera... czuć ją od pierwszej sekundy. To tego mi było trzeba - wrócić na ,stare śmieci', do miejsca mojej dawnej pracy.
-Kochanie, usiądź sobie tam, a ja pójdę do chłopaków - tata wskazał na ławkę rezerwowych. Powolnym krokiem udałam się do celu. Usiadłam i czekałam na komendy jakie wyda ojciec. Już po chwili chłopcy biegali, a ja postanowiłam zrobić im kilka zdjęć. Po kilku minutach podbiegł do mnie Marco.
-Cześć Gosia! Co Ty tu robisz? - zapytał całując mnie w policzek.
-Można powiedzieć, że wróciłam - uśmiechnęłam się do niego, ale w moich oczach zaszkliły się łzy.
-A Mario?
-To już zamknięty rozdział - powiedziałam i wybiegłam w stronę tunelu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć! Wiem, że zawaliłam.. Dawno mnie tu nie było, ale bardzo spontanicznie postanowiłam wyjechać do pracy do najlepszego szefa pod słońcem :)

Zostawiam Was z kolejnym rozdziałem.. Mam nadzieję, że Wam się spodoba,
Pozdrawiam
:)

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 2 :)

*Some time later*

*Gosia.

Od razu po powrocie z rocznicy ślubu rodziców czekał na mnie nawał pracy. Zbliżały się ważne dla drużyny mecze w Bundeslidze, a co za tym idzie moim obowiązkiem było  przeprowadzić z każdym z chłopców rozmowę, spisać raport i przedstawić go trenerowi. Jutro miało też odbyć się spotkanie ze wszystkimi zawodnikami i konferencja prasowa, na której jak zawsze musiałam być obecna. Jak do tej pory porozmawiałam z połową drużyny i szczerze miałam już dość. Jednak cieszyłam się, bo za chwilę miał zajrzeć do mnie mój mąż. Uporządkowałam porozrzucane kartki na biurku i powkładałam je do odpowiednich segregatorów.
-Czy można przeszkodzić? - ktoś delikatnie uchylił drzwi.
-Jasne trenerze, zapraszam - wskazałam na kanapę, a sama usiadłam w fotelu na przeciwko - Coś się stało?
-Nie.. uważam tylko, że powinnaś o czymś wiedzieć. Na treningu zjawiła się dziś Ann...
-Czego chciała? - przerwałam mu
-Poprosiła Mario o rozmowę, gdy wrócił był bardzo rozkojarzony, więc wysłałem go do domu. Uważam, że powinniście porozmawiać.
-Ale ja mam jeszcze 10 rozmów do przeprowadzenia - zaprotestowałam.
-Dokończysz jutro, a teraz proszę jedź do niego.
-No dobrze, dziękuję w takim razie i do zobaczenia - zabrałam torebkę i szybko opuściłam gabinet. Bardzo zaintrygowały mnie słowa Guardioli zwłaszcza, że nigdy nie był dla mnie aż tak życzliwy. Dało mi to do myślenia. Na parkingu wsiadłam do auta i odjechałam w kierunku mieszkania. Po 15 minutach byłam na miejscu. Zaparkowałam i udałam się na taras, czyli miejsce gdzie Mario przebywa zawsze jak są jakieś problemy - czy to w naszym związku czy w pracy. Tym razem też tam był.
-Po co ona przylazła dziś na trening? - zapytałam bez ogródek siadając na jednym z krzeseł.
-Jak Ci powiem będziesz zła..
-Jeśli nie powiesz też będę, więc?
-Gosiu...ona jest w ciąży...
-W jakiej znowu ciąży do ciężkiej cholery? Z kim? - przerwałam mu.
-Ze mną..
-Ale jak? Przecież... nie to nie prawda, nie zrobiłeś mi tego?
-Przepraszam.. - wydukał patrząc prosto w moje oczy.
-Ty idioto! Jak mogłeś mnie zdradzić?! I to jeszcze z taką wywłoką?
-Spokojnie kochanie.
-Zamknij się... nic do mnie nie mów. Jeszcze dziś wracam do Dortmundu.
-Ale...
-Trzeba było myśleć wcześniej. I głową, a nie inną częścią ciała. - weszłam do domu i w pośpiechu udałam się do garderoby w celu spakowania ubrań. Z łazienki wzięłam kosmetyki, ostatni raz obrzuciłam wzrokiem te "ściany", z którymi wiąże się tyle pięknych wspomnień...  Wyszłam trzaskając drzwiami. Wciąż byłam w szoku, a nadmiar emocji sprawił, że po moich policzkach  zaczęły płynąć słone krople. Byłam zrozpaczona i załamana. Owszem, mogłam go lepiej pilnować, ale zawsze sądziłam, że ma na tyle rozumu, że nie zdradzi mnie z pierwszą lepszą, a tym bardziej ze swoją byłą narzeczoną. Otarłam łzy wierzchem dłoni i ruszyłam na lotnisko. Nie  mogłam dłużej zostać w Monachium. Postanowiłam, że do trenera zadzwonię jak już będę u moich rodziców.

*Kilka godzin później*

Od pół godziny jestem w moim domu rodzinnym. Tata i mama bardzo się martwią moim zachowaniem - jeszcze nie powiedziałam im o co chodzi, zrobię to jutro. Zamknęłam się w swoim starym pokoju i wypłakuję swoje oczy oglądając zdjęcia moje i Mario... Byliśmy tacy szczęśliwi, życie przepływało nam przez palce, zero problemów, rozumieliśmy się bez słów..., ale to się skończyło tak szybko jak się zaczęło. Byłam zła sama na siebie... Na to, że dałam się tak łatwo nabrać na jego czułe słówka, a przecież to znany piłkarz, który może mieć każdą i zadowoli się nawet "panienką" na jedną noc, bo ma tyle kasy, że mu wszytko jedno na co ją wyda. Tylko dlaczego spotkało to akurat mnie?

*Mario.


Odkąd Gosia wybiegła z domu nie mogę znaleźć sobie miejsca. Wiem, że to wszystko moja wina- nie powinienem wtedy ulegać Ann. Przecież mam ( a może  miałem?) najpiękniejszą i najmądrzejszą żonę na całym świecie. Gdyby tu był Marco na pewno dałby mi po ryju, bo przecież zagroził, że jak ją skrzywdzę to się nie pozbieram. Nawet nie chcę wiedzieć co pomyślał o mnie Klopp, gdy tylko się o tym dowiedział (chyba, że  nic mu nie powiedziała). Będąc na skraju wytrzymałości postanowiłem zadzwonić do Roberta.
-No hej stary co jej znowu zrobiłeś? - po kilku minutach napastnik był już w moim domu.
-Zdradziłem ją z Ann..
-Ty to jednak jesteś idiota - stwierdził podając mi butelkę piwa. - Chociaż ja nie powinienem Cię oceniać, bo to samo zrobiłem mojej narzeczonej ponad rok temu -  dodał cichszym głosem.
-Obaj jesteśmy siebie warci  -stwierdziłem upijając łyk napoju. - Tylko Ty masz nową dziewczynę, a ja będę do końca życia żałował, że tak skrzywdziłem Gosię.
-Ona Ci wybaczy i prędzej czy później znowu będziecie razem. - mój przyjaciel poklepał mnie po plecach. - Musisz w to wierzyć.

Lewandowski opuścił mój dom kilka godzin później i udał się do domu, bo Klaudia (jego dziewczyna) bardzo źle się czuła. Przynajmniej on ma w miarę poukładane życie...Udałem się do sypialni gdzie na stoliku znalazłem kartkę napisaną przez moją żonę
                            Jest mi wszystko jedno czy to przeczytasz dziś czy jutro, ale na pewno kiedyś to zrobisz.. Jestem w ciąży. Chciałam Ci o tym powiedzieć, ale uprzedziła mnie Ann, która też nosi Twoje dziecko. Jeszcze jedno - nie próbuj mnie szukać. Wolę żeby Nasz maluszek nigdy nie poznał swojego ojca, bo mógłby się rozczarować tak jak ja. Kocham Cię. Twoja na zawsze..

-No to świetnie - pomyślałem siadając na łóżku. Po przeczytaniu tej informacji wiedziałem, że cokolwiek się nie stanie muszę o nią walczyć do samego końca.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam, że tak późno dodaję rozdział.. I za to co w nim napisałam też..
Jak myślicie wrócą do siebie? :)

Czy ja mam dla kogo pisać? Pod ostatnim rozdziałem pojawił się tylko 1 komentarz, a wyświetleń było dosyć dużo... Nie podoba Wam się ta historia? Jeśli tak napiszcie mi o tym, a ja dam sobie spokój z wymyślaniem nowych opowiadań. Bez Was to nie ma najmniejszego sensu..
No to tyle z mojej strony.
Pozdrawiam :)



niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 1 :)

*Gosia*

-Gdzie się wybierasz? - stanęłam przed mężem, który szybko zmieniał ubrania.
-Muszę coś załatwić.
-Znowu do Niej jedziesz?
-Tak - nawet na mnie nie spojrzał. Gdy to usłyszałam myślałam, że zaraz wybuchnę. Tyle razy już o tym gadaliśmy.. Ale nie, bo pan Goetze zawsze chodzi własnymi drogami.
-Jeśli to zrobisz składam pozew. Dłużej tego nie wytrzymam - postawiłam sprawę na ostrzu noża, ale z nim się inaczej nie da.
-Żartujesz?
-Nie tym razem. Masz wybór. Jaka jest decyzja?
-Zostaję. - ucieszyła mnie ta odpowiedź. Wiedziałam, że mam przewagę nad modelką tylko nie byłam pewna na jak długo ją zachowam.

Po pewnym czasie postanowiłam pójść na zakupy, bo potrzebowałam nowej sukienki na zbliżającą się rocznicę ślubu rodziców. Pojechałam do najbliższej galerii handlowej, która znajdowała się kilka przecznic od naszego domu. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu i od razu ujrzałam to, co chciałam. Bez zastanowienia znalazłam swój rozmiar i poszłam przymierzyć, a gdy stwierdziłam, że wyglądam w niej wręcz świetnie przebrałam się i kupiłam ją. Następnie wybrałam prezent dla rodziców i wróciłam do domu.
-Kochanie, o której jest ta kolacja jutro? - mój mąż wyszedł do korytarza i pomógł zdjąć płaszcz.
-O 19-stej się zaczyna, ale i tak musimy dziś wieczorem wyjechać - uśmiechnęłam się przechodząc do salonu.
-No tak tak. Co im kupiłaś? - zaczął zaglądać do kolorowych torebek.
-Zestaw filiżanek. Moja mama tak lubi porcelanę. A dla taty wzięłam to - pokazałam mu czarno-żółty korkociąg do win.
-Ej fajne to! Czemu mi takiego nie kupisz?
-Bo ty nie umiesz tego obsługiwać.
-Nie prawda!
-Trochę techniki i się gubisz. - wytknęłam na niego język i poszłam do kuchni.
-Nie lubię cię już - tupnął nogą i zrobił minę małego, słodkiego szczeniaczka siadając przy stole.
-Spoko. I wice wersal - dodałam.
-No proszę jaka pyskata. Łahahahha - zaśmiał się teatralnie przewracając oczami.
-I z czego drzesz łacha? Wiesz, że blondynka jest bardziej inteligentna niż Ty?
-Się odezwała Pani Małgorzata Najinteligentniejsza - rzucił we mnie ścierką.
-Już się zamknij, bo powietrze zatruwasz - otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej rzeczy potrzebne do obiadu. Najpierw umyłam pomidory, a potem zaczęłam je kroić.
-Zejdź ze mnie, bo mi duszno.
-To sobie okno otwórz - błyskawicznie rzuciłam kolejną ciętą ripostę.
-Skończmy już te żarty, bo zachowujemy się jak gimbaza.
-Z Ciebie to nigdy nie wyszło, skarbie - wrzuciłam warzywa na patelnię.
-Hahahaha koniec - przytulił mnie - kocham te nasze rozmowy na poziomie.
-Ja też - puściłam mu oczko i wróciłam do przygotowania obiadu,

-Już jesteś gotowa? - zapyta przechodząc do korytarza.
-Tak, możemy jechać - postawiłam walizkę przy szafie i założyłam buty.
-To zapraszam - przepuścił mnie w drzwiach, przekręcił klucz i poszliśmy do auta. Jak przystało na dżentelmena otworzył mi drzwi od strony pasażera, a gdy wsiadłam zamknął je i włożył walizkę do bagażnika. Następnie obszedł samochód i usiadł na swoim miejscu. Pocałował mnie i przekręcił kluczyk w stacyjce. Kilka minut później jechaliśmy główną drogą wprost do Dortmundu. Nie mogłam się doczekać aż wreszcie po 6 miesiącach rozłąki ujrzę swoich rodziców.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej ! :) I jak się podoba?  :)